![]() |
| Roman Andrzejewski fot. lichen.pl |
(...) Konkordat jest właśnie poszanowaniem autonomii dwóch społeczności (Kościoła i Państwa) i wolą wzajemnej pomocy przy tworzeniu dobra wspólnego.
(...) Ile wrzawy było z okazji powrotu religii do szkoły! Straszono dzieci nietolerancją ze strony kapłanów i katechetów, a potem się wielu publicznie dziwiło, że takich konfliktów, jakich się spodziewali, nie ma w terenie.
(...) A czy były gdzieś jakieś trudności z pochowaniem człowieka niewierzącego, gdy na danym terenie nie było cmentarza komunalnego? A czy nie są chowani ludzie innych wyznań na cmentarzu katolickim, gdy nie mają swojego? Może nieraz spotykamy się z odmową duszpasterza co do jego udziału w pogrzebie człowieka, który publicznie lekceważył prawo Boże czy kościelne, może czasem ten udział jest ograniczony do minimum, ale nie odmawia się pochówku na cmentarzu. Jeżeli więc żadnemu człowiekowi nie odmawia się prawa do miejsca na cmentarzu, to skąd te obawy i po co tyle hałasu? (...)
["Niedziela" 1995, nr 10 | źródło: Janik Czesław (oprac.), Konkordat polski 1993. Wybór materiałów źródłowych z lat 1993-1996, Instytut Nauk Politycznych UW, Warszawa 1997, s. 526.]
