![]() |
| fot. WP.PL / Paweł Kozioł + www.gizmodo.com |
W tej metodzie dziecko nie jest traktowane jako dar ale jako towar: zamawiany i to za ciężkie pieniądze. Nie można poświęcać życia nawet pojedynczego embrionu po to, by mógł się narodzić inny. Dziecko powinno być wynikiem poczęcia a nie produktem, który się zamawia. Jak płacę to wymagam, to hasło można odnieść do usługi czy produktu. A dziecko przecież nie może być produktem. Dziecko ma przyjść na świat do rodziców, którzy z miłością na nie czekają, a nie zamawiają jak pizze na telefon (...)
Czy może być szczęśliwe dziecko wychowywane przez rodziców, którzy mają takie myślenie: jak mam forsę to będę miał wszystko: najnowsze bmv, a jak będę chciał to zamówię sobie dziecko. Ten, który zamawia za pieniądze stawia tylko wymagania. A czy dziecko z in vitro nie usłyszy od rodziców: zamówiliśmy cię za kupę forsy to teraz mały nie podskakuj, masz mieć same szóstki w szkole, musisz grac na instrumencie, znać pięć obcych języków, bo my płacimy za twoja naukę i ty musisz… problem w mentalności konsumpcjonistycznej. No właśnie, tylko czy będzie mogło mieć same szóstki, skoro jego organizm jest słabszy niż dziecka powstałego z naturalnego zapłodnienia? (ksleszek.blog.onet.pl, 07.12.2008).
